Wy piszecie - my publikujemy....
Jak łatwo poddać się manipulacji?
Kwestia zarobków jest w Polsce tematem tabu, a rozmowy o pieniądzach wywołują konsternację.
A jeżeli dodamy do tego sprytnie zastosowaną manipulację, to mamy gotowy zestaw do kłótni i wzbudzania sensacji.
Poniżej podamy kilka przykładów jak sprytnie zaszczepić ludziom temat do sprzeczki, ukrywając prawdziwe problemy i cele.
Na pierwszym miejscu umieścić można „odwrócenie uwagi”. Chodzi o to, by wzbudzić dygotliwe zainteresowanie pracowników sprawami, które zaabsorbują większość na tyle, że istotne ludzkie problemy zejdą na plan dalszy.
Kolejnym sposobem jest traktowaniem nas jak małe dziecko – jeśli się będzie do niego w ten sposób konsekwentnie przemawiać, to ono w końcu uwierzy, że jest ekstremalnie naiwnym dwunastolatkiem oddającym się z własnej woli opiece mądrzejszego ojca lub matki narodu (w tym przypadku pracodawcy). Takie podejście minimalizuje niebezpieczeństwo wystąpienia u nas jakże niepożądanego zjawiska – krytycznego myślenia.
Kolejny sposób, to odwołanie się do emocji, by nie dać nawet milimetra przestrzeni na przemyślenia, ani – nie daj Bóg – refleksję. Wszystkie reakcje mają być odruchem wypływającym z mroków podświadomości lub nieświadomości, a najlepiej z otchłani jednego i drugiego.
Bombardując ludzi odpowiednią dozą świetnie po(d)kręconych emocjonalnie treści, można skutecznie doprowadzić u odbiorców do czegoś na kształt zwarcia mózgu i wyłączenia jego obszarów odpowiedzialnych za myślenie.
Kolejna rzecz. Porządna edukacja i rzetelna informacja dają ludziom poręczne narzędzia do samodzielnej analizy rzeczywistości, krytycznej oceny zdarzeń, formułowania hipotez i niezależnych opinii. Są to dla pewnego (niestety, bardzo często występującego) typu władzy (pracodawcy) kompetencje niepożądane.
Dlaczego w ogóle, o tym piszemy? Bo bez zrozumienia mechanizmów tej teorii, bez spojrzenia przez jej pryzmat właściwie nie da się zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi nabiera się (?) na tak kretyńskie, bezczelnie manipulacyjne „informacje”, jak na przykład ta o tym, ile zarabia dyżurny ruchu. Bo według pracodawcy dyżurny ruchu zarabia 18 000 zł (tak, to nie błąd osiemnaście tysięcy złotych). Należy zadać pytanie, co to za dyżurni ruchu tyle zarabiają? Bo ja nie znam takiego. A może, to jakiś przedstawiciel pracodawcy, tylko jest prowadzony jako dyżurny ruchu? Nie mam pojęcia.
Ale jedno wiem na pewno, takie wrzutki pracodawcy mają jeden cel. Odsuwając uwagę od siebie i autentycznych problemów, kierują ją w inny rejon, szczując pracowników przeciwko sobie lub związkom zawodowym. Sami stoją z boku i z uśmiechem na twarzy patrzą jak pracownicy zajmują się sobą, nie zadając trudnych pytań, dotyczących prawdziwych problemów. Takich jak chociażby braku toalet i bieżącej wody na posterunkach i schroniskach, takich jak praca w godzinach nadliczbowych ze względu na ograniczanie zatrudnienia, takich jak dociążanie pracowników kolejnymi obowiązkami wykraczającymi poza ludzką percepcję, takich jak kwestia wynagrodzeń o wiele za niskich w stosunku do nakładu pracy i odpowiedzialności… I tak moglibyśmy wymieniać
w nieskończoność.
Zamiast tego mamy prośbę, nie pozwólcie, aby Wami manipulowano. Zastanówcie się komu na tym zależy abyśmy byli skłóceni, kto na tym wygra. I to na nim skupcie swój gniew.
